Stepujący nieboszczyk

skobel ,  22 stycznia 2009

Zdaniem MG

Skobel o przygodzie:

W dniu 17.01.2009 poprowadziłem przygodę podręcznikową do Zewu Cthulhu pt. „Stepujacy Nieboszczyk”. Poprowadziłem właśnie tę, bo ja lubię. A lubię ją – bo jest tego warta. Nie wierzysz mi? Oceńmy zatem jej wartość wspólnie.

Fabuła

Ona wielokrotnie przesądza o sile scenariusza. Przygoda „Stepujacy Nieboszczyk” ma intrygującą, lecz niespecjalnie złożoną oś : ot, przeklęty, nieszczęśliwy człowiek, dawna tragedia i źli ludzie, którzy chcieliby wykorzystać dla własnych celów siły, z którymi nie warto igrać. W każdym systemie, w którym występują te elementy można ją poprowadzić.
Znając ograniczenia czasowe i chcąc skondensować przygodę zdecydowałem się zogniskować na trzech wybranych motywach: tragedii głównego NPCa, konflikcie społecznym i muzyce. Zaniechałem za to podkreślać gangsterskich porachunków, kryminalnego śledztwa, wszelakich konfliktów fizycznych.
Przygoda jest wybitnie liniowa – jednak nie jest to zarzut. Sesja (według mojego podejścia) składa się z trzech scen (Blueheaven, zdumiewający pogrzeb , finał), przy czym do każdej kolejnej bohaterowie muszą podchodzić z pewną nowo nabytą wiedzą. Gracze nieco mnie zbili z tropu, gdy świadomie postanowili zrezygnować z środkowej – szczęściem żądali później od jednej z jej uczestniczek relacji – moją słodką tajemnicą niech pozostanie czemu zmienili zdanie.
Muszę dodać, że ogromnie podoba mi się logiczna spójność przygody – bohaterowie niezależni, co do jednego, maja swoje cele i w trakcie rozwoju przygody starają się je realizować, przy czym wpływ tych działań widać nie tylko na graczy, ale i wśród innych NPCów.

Pomoce

Całość przygody zawarta jest na ośmiu stronach podręcznika. Zanim poznamy nadchodzące wydarzenia, kilka paragrafów komentuję specyfikę stosunków międzyrasowych w latach dwudziestych i zasugeruje odpowiednią nomenklaturę – w Polsce, gdzie kwestia zwracania się do czarnych jest marginalna rady mogą tracić na znaczeniu, niemniej jednak po lekturze wiedziałem w czye słowa włożyć słowa „czarnuch”, w czyje „negr”, a kto powie raczej „ludność pochodzenia afrykańskiego”.
Ok. 10% tekstu scenariusza to powtórzenia dot. wspomnianych gdzie indziej faktów. Z jednej strony nieco mnie to drażni, z drugiej po jednokrotnym przeczytaniu pamiętałem fabułę z niuansami.
W grze nie występują tak rozpoznawalne dla innych przygód Chaosium portrety przy opisie każdej z postaci, niemniej każda, nawet tak nieznacząca postać jak przypadkowy żałobnik, czy posterunkowy , postać posiada komplet współczynników. Dla mnie to przesada, ale doceniam fakt, ze autorzy starali się zróżnicować postacie z głębokiego tła.
W grze zawartych jest mnóstwo informacji dotyczących muzyki, lub świata murzynów pomocnych w urealnieniu zdarzeń (jest np. lista miast, które w danych latach odwiedzał Luis Armstrong – wzmiankowany przez jednego z NPców). Do tekstu nie dołączono żadnych map , ani kserowalnych materiałów dla graczy. Przedstawiono (w stylizowany sposób) natomiast treść pewnej notatki.
Na koniec szczypta dziegciu z niewiadomych przyczyn polski wydawca (MAG) postanowił spolszczyć tytuły utworów muzycznych wymienionych w przygodzie (z gorliwą konsekwencją nazwy zespołów pozostały oryginalne). Dla wygody przyszłych prowadzących odtworzyłem je i dołączyłem na końcu recenzji.

W trakcie, czyli my way

Przygotowując się zdecydowałem, że muzyka będzie dodatkowym bohaterem. I to nie w formie ściszonego tła, lecz niemal współbrzmiąca z moim głosem. Podkreślała ważne wydarzenia, odgradzała biały świat od świata czarnych, nadawała głębi wydarzeniom (gracze chyba nie zorientowali się, że na rozpoczęcie każdej z tych trzech wspomnianych scen leciał ten sam utwór, zaś prowadzący zwracał się bezpośrednio do ich postaci). Uznałem, że skoro jednym z bohaterów jest utalentowany muzyk tak po prostu musi być! Konieczność wielokrotnej ingerencji w kolejność utworów odbiła się zapewne na czytelności opisów – ja nadal uważam, że było warto. Osąd pozostawię graczom.
Niestety z bólem stwierdzam, że muzyka, którą proponuja twórcy nie nadaje się do poprowadzenia przygody w powyższy sposób. Poproszony zawczasu kolega o opinię określił próbkę muzyki jako „Jezu-prawie jak Myszka Mickey!” Uznałem, że nie jest to efekt, na którym mi specjalnie zależy. Archaiczny, wesoły jazzik zastąpiłem współczesnymi aranżacjami, czarnym głosem Toma Waitsa, a nawet utworem rockowym. Kompletna lista znajduje się na dole, utwory oznaczone gwiazdką są z różnych względów nieznane graczom.
Tyle muzyka. A konflikty społeczne? Sam się nieco przeraziłem, jak podatni na sugestię okazali się gracze. Grając wyłącznie białymi bohaterami dołączyli w pierwszej części przygody do chóru uprzedzonych rasistów. W drugiej zaś, w której musieli opuścić dzielnice białych piętrzyłem przed nimi mur w postaci symetrycznej – nieżyczliwej postawy. Za każdą grzeczność z biegiem wydarzeń odpłacałem podobnie – wątły most porozumienia doprowadził postacie do finałowej sceny.
Trzeci motyw, czyli nieszczęśliwa historia nie zawiodła i głównie to ona dominowała poczynania z zakończeniu przygody. Być może postawiłem graczy przed zbyt wielkim zadaniem – nie zdołali wyprostować tragicznych losów, sami płacąc osobistymi tragediami. Koszmarowi pozwolono przetrwać i pławić się w swoich nieprawościach.

Wnioski i uwagi

Czas jest bardzo ważny w przygodzie. Wydarzenia rozgrywają się jedne po drugich i wypadłszy z głównego toru przygody ciężko wpleść w nią graczy na powrót. W moim przypadku zawiniła nieszczęsna kartka, na której czas określiłem „jutro”. Strażniku! Nie pozwól popełnić sobie takiego błędu – gracz uznał, że notatka dotyczyła jakiś przeszłych zdarzeń i gracze spóźnili się na istotne wydarzenie.

„Stepujący Nieboszczyk” jest dla mnie przygodą niezwykłą i miałem ogromną przyjemność prowadzić ja w ramach GP. Będę miał podobną jeszcze pewnie kilkakroć, bo o przygodzie nie zapomina się łatwo. Może z powodu, tej jednej cechy, której jeszcze nie wymieniłem.
W odróżnieniu od większości znanych mi przygód do Zewu Cthulhu gracze nie walczą tu z Mitami (nie ma właściwie możliwości odgadnięcia jaka istota kryje się za tymi przerażającymi wydarzeniami). Walczą z ludźmi, o to kto i w jaki sposób wykorzysta dramat pewnego człowieka. I nie zawodzą jako dekryptolodzy starożytnych języków, jako strzelcy, detektywi, czy antykwariusze. Zawodzą jako ludzie – część społeczeństwa. Zawodzą jako ten nędzy strzępek jaźni przyszyty do nitki nerwów, nim czas i niepamięć zamienią ich ciała w garść popiołu. Zawodzą jako ludzie.

muzyka do Stepujacego

Zdaniem Graczy
Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.