Podpis Zabójcy

skobel ,  23 stycznia 2008

Dziewczyna krzyknęła po raz ostatni. Lodovico zwany Chodzącą Śmiercią uniósł myśliwski kordelas i oblizał go. Kobieta upadła w konwulsjach; wokół jej ciała szybko rosła kałuża krwi. Odwróciłem wzrok Nieprzyjemnie było patrzeć na otwarte gardło i bańki krwi. Za to Lodovico patrzył z wyraźną satysfakcją.

– No i zrobione – wyszczerzył zęby – Trust doceni nasze oddanie sprawie.
Znałem go na tyle, by nie komentować. Spokojnie czyściłem płaszcz, uchlapany krwią pomordowanych.
Paskudna robota. Za taką nikt nie idzie do nieba.
– Zachowujesz się, jakby ci to sprawiało przyjemność – powiedział Alonso zwany Narwańcem, wychodząc zza rogu budynku.
– Bo mi sprawia. I wiesz co, upamiętnimy to. Zostawimy tu mój podpis.
– Miało być bez śladu. – zaprotestował Alonso. Wziął się pod boki. – Poza tym, ciekawe jak to zrobisz?. I tu przegiął pałę. Lodovico wyjął broń zza pasa i skierował w pierś rozmówcy.
– Będzie ślad – powiedział – i TY go zrobisz. – wyglądał na wkurzonego, a Narwaniec stracił rezon. W sumie nic dziwnego, ja też bym stracił. Chodząca Śmierć był ostatnią osobą, którą chciałbyś widzieć wkurzoną na siebie. Mierzyli się wzrokiem, a ja uśmiechałem się, popatrując spod oka.
– No dobra, ale jak chcesz to zrobić? – Alonso pękł szybko.
– Nożem, na drzewie tutaj – Lodovico ze spokojem wskazał pień. Alonso posłusznie zabrał się do dłubania w drewnie.
– Dalibyście spokój, to sprzeczne z założeniami misji. – powiedziałem. Chodząca Śmierć zignorował mnie, Narwaniec tym bardziej. Pocił się, popatrując zezem na wycelowaną broń. Wreszcie skończył i wskazał napis.
– Gotowe. – powiedział. Ale głos mu jakoś drżał, i to wzbudziło podejrzenia Lodovica.
– Świniobicie, ty mi powiedz – zawołał, potrząsając pistoletem, aż Alonso skulił się odruchowo. Nie, to nie był przejaw tchórzostwa, po prostu broń palna ma tę właściwość, że traktowana bez należytego pietyzmu potrafi płatać różne figle. Na przykład wystrzelić bez przyczyny.
Lodovico był daleki od namaszczenia wobec swego pistoletu.
– Mnie się podoba – powiedziałem, walcząc ze śmiechem. Ale kurek swej broni odciągnąłem po cichutku. Nawet taki półgłówek jak Chodząca Śmierć mógł się domyślić, że Alonso blefuje. Miałem rację.
– Kłamcy! Drwicie sobie ze mnie! Ty też mnie oszukujesz! – wrzasnął Lodovico, obracając się ku mnie. Nie zdążył. Syknięcie i huk wyprzedziły jego ruch. Głowa trafiona kulą ciężkiego wagomiaru rozprysła się w kawałki. No cóż, tym razem on przegiął pałę.
– A żeby Cię – jęknął Narwaniec, któregostrzęp czaszki trafił pod oko. I zwinął się na piasku, trzymając za twarz. No tak, to w stylu Chodzącej Śmierci, nabić komuś limo będąc już trupem.
– Nie lamentuj, tylko zabierz kolegę i wrzuć do rzeki razem z innymi. Zginął w walkach, taka jego mać.
– Co go napadło? – Alonso zbierał się z ziemi, ostrożnie dotykając szybko puchnących powiek – Zostawić podpis, no co za głupek
– Sam jesteś głupek – powiedziałem mu godzinę później, kiedy po uprzątnięciu śladów wsiadaliśmy razem z innymi do łodzi. – Przechwalać się po pijaku, że się umie pisać, znając ledwie pięć liter, to mądre nie jest. Odbiliśmy, łódź zanurzyła się w chłodną, wieczorną mgłę.
– Jak myślisz, co Trust zrobi z tym moim napisem?
Domyśliłem się, że chodzi mu raczej o to, co zrobią z nim samym, kidey się dowiedzą.
– Bez paniki. Jakoś to wyjaśnią, włączą do planu. Dodadzą znaczenie. Są w tym specjalistami.
– A co ja właściwie napisałem?
– Właściwie to nic. Co mądrego mogłeś napisać, znając tylko C, A, O, R i T? Zapadał zmrok, mgła gęstniała. Ranaoke szybko znikała za rufą.

Marcin Cybulski

http://narsilion.xt.pl/

Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze do “Podpis Zabójcy”

  1. skobel napisał:

    Podpis powinien trafić do mojego indeksu opowiadań zakazanych.
    Jak to? Trigger- hasło wyzwalacz, najważniejszy termin na świecie dający władzę nad ludźmi , ba – pozwalający wpływać na całe narody miałoby być efektem sylabizowania analfabety? Jak po czymś takim mógłbym wymówić je na sesji i nie usłyszeć w zamian salwy śmiechu?
    A siedmiu pierwszych minutmanów? To były łachudry i wisielcy oderwani przedwcześnie z szubienicy? Pajace z rapierami i przerośniętymi ego?
    Powinienem go zakazać, gdybym tylko nie uśmiał się po pachy! Sto nabojów to nie Park Jurarski, minutemani nie zawsze muszą straszyć, człapać i sapać.
    Solidnie wyszlifowałeś dowcipy- geniusz w czystej postaci. Złoty medal w kategorii opowiadanie humorystyczne!

  2. Zuhar napisał:

    Naprawdę dobre.