Czy można jakimś cudem dojść do 100 punktów?

Lee ,  10 lipca 2012

Gdyby ktoś mnie zapytał: „Hej Lee, masz może ochotę na grę w której buduje się miasto?” moją odpowiedzią byłoby pewnie rzucenie w pytającego moim portfelem i okrzyk: „Zamknij się i bierz moją kasę!” Długie godziny spędzone w grach komputerowych z serii Sim City zaszczepiły we mnie miłość do planowania i budowania metropolii. Gdy zasiadałem do gry planszowej City Tycoon, miałem nadzieję że ożywi ona moje liczne miłe wspomnienia z bycia Wszechpotężnym Architektem. Skoro jest to to gra od dwóch dla pięciu graczy, na pewno będzie sporo rywalizacji i kto wie, może nawet współpracy przy budowie. Czy moje pragnienia zostały zrealizowane? Niestety nie, ponieważ charakter CT był całkowicie inny od moich wyobrażeń. Pora się przyjrzeć, z czym dokładnie mamy do czynienia.

Jeśli to zbudujesz, oni przyjdą

Gracze wcielają się w rolę korporacji, które rywalizują ze sobą o miłość i oddanie mieszkańców miasta. Naszym celem jest zebrać jak najwięcej punktów na torze zwycięstwa, które zdobywamy spełniając potrzeby i zachcianki mieszkańców miasta. W tym celu korzystamy z naszego kapitału mierzonego w dolarach (W świecie gry jest to bezsprzecznie silna waluta, za 2 dolce postawimy cały blok mieszkań :p), aby rozbudować infrastrukturę miasta i zapewnić jej dostęp do trzech surowców: wody, elektryczności i dóbr luksusowych.

Początkowo miasto składa się z czterech kafelków, w tym i elektrowni miejskiej na której czekają na nas czerwone znaczniki prądu oraz wodociągi miejskie, gdzie chlupocze cenna dla nas woda. Pozostałe kafelki są podzielone na cztery kolumny, każda przypisana odpowiedniej rundzie gry. Podczas pierwszej rundy zarówno koszt budynków jak i korzyści z nich płynące są dość drobne, ale wraz z kolejnymi gra toczy się o coraz większe stawki, aż podczas ostatniej rundy jeden dobrze wykonany ruch potrafi zapieczętować nasze zwycięstwo.

Po cholerę mi stadion, mieszkań potrzebuję

CT jest bardzo łatwą do zrozumienia grą, szybko łapiemy o co w niej chodzi i od pierwszej rundy wpadamy we właściwy rytm. Każdą rundę rozpoczynamy od przetasowania i rozdania kafelków, tak aby każdy gracz miał ich 6, następnie wybraniu jednego kafelka i przekazaniu pozostałych graczowi po lewej i tak powtarzamy aż mamy naszą wymarzoną rękę. Następnie każdy gracz po kolei wykonuje jedną z trzech czynności:

1)buduje budowlę za jej koszt

2)sprzedaje niepotrzebnego kafla za 5$

3)buduje elektrownię lub wodociągi w wersji zwykłej(tańsze, więcej kostek, ograniczona ilość kostek surowca) lub ekologicznej( droższe, mniej kostek, odnawia się co rundę)

Niektóre budynki jako dodatkowy koszt wymagają postawienia kafla łąki bądź zbiornika wodnego, które wpływają na strukturę miasta. Każdą budowlę i łąkę oznaczamy logiem naszej korporacji. Następnie, kiedy wykorzystaliśmy wszystkie nasze kafelki, nadszedł czas aby z nich skorzystać. Za pieniądze i surowce „zasilamy” nasze budynki i dostajemy punkty zwycięstwa, dobra ekskluzywne(potrzebne do wykorzystania efektów niektórych struktur) i dalszy kapitał. Surowce możemy czerpać z elektrowni/wodociągów miejskich(2$ za kostkę surowca, transport kosztuje kolejne 2$ za każdy kafel, który nie należy do nas. Nie można transportować surowiec przez zbiorniki wodne, gdyż tam mieszkają utopce, syreny i krakeny), kupując je od naszych rywali(uprzedzam pytanie: Nie, nie można odmówić sprzedaży surowca. Siedzimy cicho i bierzemy forsę) lub też z naszych własnych zasobów. Kiedy już nie mamy dalszych możliwości zasilania i wszyscy spasowali, ustalamy nową kolejkę rundy, zaczynając od graczy którzy są najbiedniejsi aż do prawdziwych rekinów finansjery. I tak powtarzamy aż do samego końca, co niektórzy porównali do „żmudniej i uciążliwej telenoweli”, ale ja osobiście tego tak nie odczułem.

Pieniądze szczęście ci dadzą…kurs wynosi 10$ za punkt

Kończymy grę, wydajemy resztę naszego budżetu na ostatnie łapówki i zajmujemy nasze miejsca na podium. Cóż jeszcze mogę powiedzieć o tej grze? Jest całkiem sympatyczna i miło mi się w nią grało, ale słyszałem różne opinie. Mogę ją polecić graczom, którzy zamiast tworzyć i zrywać sojusze bądź walczyć przeciwko sobie jak i planszy, preferują tworzenie dalekosiężnych strategii i cenią sobie tzw. „eurogry.” Jeśli nie lubisz tego gatunku, to niestety City Tycoon nie zmieni twojej opinii. Jest to solidna gra, w którą z chęcią zagrałbym jeszcze raz albo dwadzieścia. Mam nadzieję, że gdy ją rozłożę, zobaczę choć część z was przy stole.

Natomiast wydawcy tej gry, firmie Rebel, chciałbym serdecznie podziękować w imieniu naszego Stowarzyszenia za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tags: ,

Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.