Panie władzo! Biją mi smoka!

Krzysztof Niewiadomski ,  9 lipca 2012

Zacny krasnoludzie, ładną planszę tutaj macie.

Drako, gra o smokach, krasnoludach, szczęku broni, wyplataniu sieci oraz walce na śmierć i życie.
Pierwsze, co z łatwością rzuci się w oczy większości nowych odbiorców, jest ładna oprawa graficzna. Mamy całkiem szczegółowe figurki, dobre ilustracje oraz instrukcję i tego cudownego, słitaśnego smoczusia, któremu będziemy urywać nóżki (ale o tym w dalszej części tej recenzji). Wszystko podane w pudełku, które dzięki swoim niewielkim gabarytom, nie zajmuje dużo miejsca.
Instrukcja napisana czytelnie, zawiera ładne ilustracje, mamy również wersję anglojęzyczną. Wstęp oraz zakończenie w instrukcji to opowiadanka, krótkie, urocze, będące fajnym tłem fabularnym.

Czy ktoś zamawiał krasnoludzinę w sosie kwaśnym?

Jak to wygląda w praniu, możecie zobaczyć w mini relacji na końcu tego tekstu, teraz skupmy się na podstawach.
Drako jest grą taktyczną, musimy podejmować racjonalne decyzje, żeby druga strona konfliktu nie zyskała nad nami przewagi.
Obie strony dysponują talią kart, na każdej zamieszone jest do dwóch symboli, które symbolizują, a jakże, akcje możliwe do podjęcia po zagraniu danej karty. Zarówno krasnoludy jak i smok posiadają podstawową formą ataku (siekierka oraz gryzienie, łatwo domyśleć się które dla kogo), kartami obrony, negującymi otrzymane obrażenia oraz poruszaniem się o jedno lub dwa pola. Dodatkowo, krasnoludy są zgraną drużyną indywidualistów, mogą przemieszczać się jednocześnie oraz tak samo atakować, zadając dwie rany, jednak blokowane oddzielnie. Każdy krasnolud posiada swoją specjalną zdolność, dysponujemy kusznikiem potrafiącym strzelać na dystans całej planszy, jednak nie mogącego penetrować swoich towarzyszy (bez chichotów proszę), prężącym gołe bicepsy wojownikiem, mogącym zarzucić swoje sieci na smoka, by ten musiał stracić całą turę, wydostając się z pułapki oraz ostatecznie, krasnoludzki czołg bojowy w postaci woja odzianego w pancerz, którego umiejętność polega na wpadnięciu w szał bojowy, co dodaje nam, raz na grę, dodatkową akcję do naszej tury.
Smok zaś to zupełnie inna bajka, sam jest narzędziem siejącym destrukcję, jednak każda jego dodatkowa zdolność przypisana jest do części ciała, które mogą zostać przycelowane przez ataki krępych siepaczy. Jak to bywa w każdej bajce, smok zieje ogniem oraz lata, pierwsza zdolność spopiela każdego krasnoluda na linii strzału, będąc cięgiem na dupska źle ustawionych adwersarzy, zaś lot pozwala nam przedostać się w dowolne, puste pole na planszy.

Podczas swojej tury, podejmujemy wspomniane już akcje, mamy ich dwie sztuki, polegające na dobraniu dwóch kart (i zmniejszeniu swojej, tak zwanej ręki, do maksymalnie sześciu kart) lub zagraniu karty trzymanej na ręce. Ot, cała gra opisana w jednym zdaniu.
Celem dla smoka jest przeczekanie, aż skończy się talia krasnoludów lub też wszystkie wymrą z przyczyn nie do końca naturalnych, jak odgryzione głowy, zaś celem krasnoludów jest ubicie wielkiego jaszczura.

Panie władzo! Biją mi smoka!

Rozczaruje się ten, kto podchodzi do tego tytułu z myślą “mam smoka, to dlaczego miałbym nie wymordować tych krasnoludów?”. Otóż nie, tutaj role są odwrócone i chociaż smok ma porządny sierpowy, limitem zdaje się być pokonanie jednego krasnoluda. Jeszcze nie widziałem rozgrywki, gdzie padłoby ich więcej, chociaż słyszałem o micie, jakoby gdzieś daleko na północy, jakiemuś gadowi udał się ten wymagający czyn.
Smok ciągle pięściowany jest przez krasnoludy, otaczany, obrzucany sieciami i ostrzeliwany, a jego ataki często są blokowane, gdyż symboli obrony u nich jest znacznie więcej, niż u majestatycznej bestii.

Dzień dobry, aspirant Barański z tej strony. Proszę teraz opowiedzieć, jak doszło do zdarzenia?

Zapewne każdy zada sobie to pytanie, „dlaczego smok po prostu nie odleci, skoro ma skrzydła?”. Sprostowanie – smok nie może odlecieć. Jest przywiązany sprytnie skonstruowaną pułapką na łańcuchu, która trzyma jego kończynę, nie pozwalając mu się oddalić na zbyt duży dystans (stąd ograniczona plansza). Tak, krasnoludy są ekspertami w zasadzkach, ale uwierzcie mi, nie znajdują radości w narażaniu swojego życia.

Gdzie stanąć, żeby nie dostać po pysku?

Smok ucieka. Przywyknijcie do tego.
Jednym z podstawowych wyzwań w grze, jest ustawienie tak swojej figurki, żeby jak najmniej oberwać. Często przyjdzie stawać nam przed nieprzyjemnym wyborem, gdzie na przykład albo staniemy na linii strzału kusznika, albo będzie nas łatwiej obejść dwoma krasnoludami.
Deficyt to jedno słowo, którym można określić grę smokiem. Ciągle brakuje nam obron, musimy być w stałym ruchu, a ataki traktować jako straszak i raczej nie skupiać się na ofensywie, chyba, że któryś z kurdupli został osamotniony i mamy na ręku dobrą mieszankę ofensywno-defensywną, zaś przeciwnik już niewiele kart.

Gdzie stanąć, żeby dać mu po pysku?

Kraśni Panowie, gdzie się tak pchacie przed siebie? Niestety, nie każdemu przyjdzie uczestniczyć w walce bezpośrednio obok smoka, który jednym kłapnięciem paszczy może skrócić i tak już niskiego woja o kilka cennych centymetrów.
Nie, nie dlatego, że krasnoludy są słabe (powiedz im to w twarz, a dowiesz się, że pięściowania smoka sobie nie wymyśliłem), po prostu zawsze ktoś powinien zostać w odwodzie, żeby w razie podstępnego przefrunięcia smoka nad głowami swoich kompanów, móc dalej szlachtować to niewinne stworzenie.

Jak stawali, żeby dawać sobie po pyskach?

Potyczka, której świadkiem byłem na jednym z zebrań, jak większość gier w Drako, decydujące znaczenie miała w kilku ostatnich turach. To jedna z tych cech gry, która pozwala bawić się za każdym razem, końcówka prawie zawsze jest niepewna i nie ważne, jakie cięgi zbierał smok przez całą grę, złe dysponowanie kartami może szybko pozbawić krasnoludy szansy na zwycięstwo. Przejdźmy jednak do gry.

Na początku rozstawianie figurek, smok zawsze startuje na środku planszy, zaś gracz krasnoludów rozkłada swoje siły na krawędzi pola gry. Postanowił zacząć niestandardowo, ryzykowna strategia, wojów ustawia blisko siebie.
Łatwo było przewidzieć strategię smoka, wycofuje się na wolne pola, krasnoludy się zbroją i muszą pomaszerować dodatkowy kawałek przed siebie, przez co jednak pozwalają przyszykować się jaszczurowi, a sami tracą cenne karty ruchu.
Padł pierwszy atak, smok zagapił się i dostał bełtem, jednak grot tylko brzdęknął, odbijając się od pancernych łusek. Krasnoludy napierają, gad jest przyparty do skał, jednak z jakiegoś powodu nie przelatuje na drugą stronę. Zbiera baty, ale większość blokuje. Tutaj gracz smoka popełnia błąd, blokuje każdy nadciągający atak, zamiast przyjmować te słabsze i prowokować krasnoludy to wystosowania cięższego asortymentu (ataków za dwa punkty obrażeń, żeby to je przyblokować), dzięki czemu zaoszczędziłby najcenniejsze ze swoich kart.

Smok uciekł z tej przykrej sytuacji, wcześniej dotkliwie gryząc jednego z napastników. Krasnoludy ponownie będą musiały się nabiegać, żeby dotrzeć do oponenta, ponieważ żaden z nich nie został w tyle. Rzucono pierwszą sieć, smok od razu ją zdjął, jednak przez ten czas krasnoludy nieznacznie się przybliżyły. Poleciała druga sieć, powtórka z poprzedniej rundy.
Krasnoludy nie wykazują się zbytnimi zdolnościami logistycznymi, wystawiają się na zionięcie, co smok wykorzystuje. Opancerzony kraś przyjmuje obrażenia na klatę, zaś drugi chowa się za jego tarczą i niczego sobie nie przypieka (może nie chowa się naprawdę w grze, ale trochę klimatu musi być).
Tego już za wiele, krasnoludy obchodzą smoka, dobiega dwóch i padają ciosy. Skoordynowany atak, dwa baty, oba przyjęte, pęka pierwsza i jedyna powłoka ochronna smoka (po niej można atakować głowę, skrzydła oraz nogi smoka), potem dolatuje jeszcze jeden atak, po tym, jak jeden z krasnoludów bohatersko przyjmuje ranę, by wpaść w szał bojowy (przyjmuje ją automatycznie, jeżeli użyje tej zdolności), ale jest podstępnie zblokowany przez smoka. Widać, wyniósł lekcję z poprzedniej sytuacji i zachował obronę na silniejszy atak.

Gonitwa rozpoczęła się na nowo, krasnoludy prawie nieruszone, biegają za smokiem, tnąc go od czasu do czasu, zaganiając wreszcie pod ścianę i podcinają skrzydła. Smok stracił już drugą ze swoich broni, najpierw dotkliwie sprano go po pysku, przez co nie może ziać ogniem, teraz nie może również latać.
Smok dociąga karty. Wycie gadziny niosło się wśród gór, gdy zaczął wreszcie dociągać karty lotu, bynajmniej nie z zadowolenia.

Krasnoludy są już skrajnie wyczerpane, zaś smok wytrzyma zaledwie jeden cios. Szykuje się ostateczne natarcie, krasnoludy dobierają karty. Czy smok będzie dysponował wystarczającą ilością obron, żeby wytrzymać ofensywę?
Kusznik ustawiony w świetnym miejscu, ma wolne pole na strzał, dzielni wojowie zaczynają atak i… nic się nie dzieje. Wyczerpały im się karty ataku. Dzięki swojemu asortymentowi mogą co najwyżej uprawiać jogging.

Tak oto kolejny smok uszedł z życiem, odlatując do ciepłych krajów, świętować z innymi, kalekimi smokami.

Jak to się stało? Analizując rozgrywkę, to smok zdawał się popełniać więcej błędów, dlaczego więc poległy krasnoludzkie starania na lepszy świat bez smoków?
Po pierwsze, pomimo takiej możliwości, wydaje się, że samodzielne ustawianie wojów na planszy to krótka droga do przegranej. Podstawowe rozłożenie zakłada, że krasnoludy stoją symetrycznie, dzięki czemu smok nie może zmienić swojej lokalizacji, żeby nie znaleźć się blisko któregoś z najeżonych, toczących pianę z pyska wrogów. Smok gra na czas i każde inne rozstawienie zdaje się działać na jego korzyść.
No dobrze, ale to samo nie mogło zdecydować o rozgrywce, coś siedziało głębiej. Tym czymś była roztropność gracza po stronie krasnoludów. Najpewniej z powodu braku doświadczenia z grą, wyrzucał karty ataku, żeby zagrać je jako ruch (jeżeli miały obie te ikonki oczywiście), co pozbawiło go tego cennego ciosu na końcu starcia.

Podsumowując

Osobiście jestem wielce oczarowany grą, jest naprawdę zacnie wydana, dobrze opisana i ma ciekawą, strategiczną rozgrywkę. Losowość nie przeszkadza w grze, nie ma jej również przesadnie dużo.
Gdybym miał wystawić ocenę w skali od jeden do dziesięciu, dałbym ósemkę z bardzo dużym plusem, szczerze, bo gra na to zasługuje.

Dziękujemy wydawcy gry, firmie Rebel, za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tags: , ,

Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.