Prawie dwieście pestek

skobel ,  22 stycznia 2008

Ich siedziba jest kilka kamienic dalej, ale i tak dziwne, że chciał tu mieszkać. Klatka schodowa jest brudna, kąty śmierdzą moczem. Zupełnie inaczej niż pamiętam. Tak, pamiętam to miejsce. Dlatego właśnie związek powierzył sprawę mnie.

Ciało wędruje po starych schodach, ale w głowie wciąż jeszcze mam knajpkę, paskudny smak wódki i dym snujący się nad stołem. Mała knajpka – w nie naszym już mieście. Miasto należy już do Nich. Przynajmniej to, co z niego zostało.
Patrzę przez okno półpiętra na podwórko-studnię i jedyne drzewo koło trzepaka. Tutaj właśnie całowałem się z Rebeką, po raz pierwszy w życiu. Mały brzdąc. Rebeko, gdzie teraz jesteś? Wszystko się spieprzyło, odkąd przyszli Oni.
Sukinsyny.

Oni, to Oni. Ale czego tutaj szuka typek zza morza? Ludzie ze Związku nie powiedzieli mi wszystkiego, oczywiście nie mogli. Wiem tyle, że to makaroniarz. Że Im pomaga. „Ma doświadczenie w kwestiach konspiracji, zdobywa Punkt za Punktem. Wywietrzy to miasto” – usłyszał nasz informator.

Dlatego związek przysłał faceta, który teraz wspina się zmęczonym krokiem po obskurnych schodach. Jestem gównem w waszym wentylatorze.
Druga w nocy. Dobiegam do drzwi pewnym krokiem i łomocę w nie energicznie.

– Ważna sprawa! – wołam w Ich języku.
Otwiera drzwi w sam raz, by spojrzeć w czarny wylot lufy lugera.
– W imieniu…– nie kończę zdania. Facet jest cholernie szybki, ma pistolet w ręce i muszę pociągnąć za spust zanim powiem. A po co gadać do nieboszczyka?

Tłumik zamienił wystrzał w głuche kichnięcie, ale piorunian rtęci trzaska głośno, gdy kula uderza w mostek makaroniarza. Facet jest martwy zanim uderzy o podłogę. Punkt, panie minuteman. Tak was chyba nazywają?

Przyjechałeś Im pomagać. I pechowo nadziałeś się na Ich metody – kule dum-dum pochodzą z ładownicy jednego z Nich. Takiego samego przyjemniaczka jak ty. Tylko ze tamten był bardziej malowniczy: wysoki, nordycki typ w czarnych skórach, miłośnik trupich czaszek na garderobie.

I wtedy ktoś strzela z głębi mieszkania. Widzę błysk. I kolejny. Było ich więcej! Nawet wywiad Związku nie jest wszechwiedzący.

Ten kolejny to też fachowiec. I metodyczny. Strzela na oślep, ale w przemyślany sposób. Zgodnie ze szkoleniami: kula leci tam ,gdzie najprawdopodobniej stałby zabójca. Taak, za oceanem uczą was głównie walki z niewyszkolonymi przeciwnikami. Słusznie, lecz co za pech: trafiliście tutaj. Za pierwszym pociskiem lecą następne. Przerazić, przygnieść hukiem i błyskiem. A ja mam się bać.

I to jest błąd: w rozbłyskach nie tylko widzę strzelca, jestem nawet w stanie dostrzec zacięty wyraz twarzy strzelającej kobiety.
Paniusiu, ostatniej jesieni nad moją głową gwizdało więcej kulek, niż ty wystrzelisz w życiu. Słowo oficera.
Luger kicha ponownie.
Sprawdzam mieszkanie w pośpiechu. Huk jej strzałów musiało być dobrze słychać. A Ich siedziba cholernie blisko.
Miała być walizka, są dwie. Zamiast prawie stu, będzie prawie dwieście pestek. Pestki są dla Związku na wagę złota – w dzisiejszych czasach…
Wybiegając, podnoszę jeszcze broń. Colt i Browning. Psiajucha, nietypowy kaliber .44, pestki zatem też takie. „Leśnik” się nie ucieszy. Potrzebny byłby tomigun, żeby to w walce sensownie wykorzystać.
Słychać, jak w podwórze wjeżdża ciężarówka. Przez okno na klatce schodowej widzę, jak wysypują się z niej postacie w zgniłozielonych mundurach. Szybko. Nic dziwnego: to Rakowiecka, pod samym Ich nosem.
Biegnę na górę, wygrzebuję z kieszeni klucz do kraty. Zamykam ją za sobą nim wyjdę na dach. Nie będę Im ułatwiał.
Kiedy biegnę po mokrej od dżdżu papie, przychodzi mi do głowy, że nazwa Związku jest fatalna propagandowo. Oni mogą rozpowiadać takim jankeskim makaroniarzom, że walczą tu z jakąś mafią. Że niby polnische banditen.
Postawię wniosek, żeby zmienić nazwę Związku. Mam nawet pomysł: Armia Krajowa.

Marcin Cybulski

http://narsilion.xt.pl/

Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze do “Prawie dwieście pestek”

  1. skobel napisał:

    Marcinie wykręciłeś kota ogonem.
    Piszesz o Minutemanach przewrotnie, dowcipnie i z zupełnie innej perspektywy.
    I chwała Ci za to. Dzięki Tobie nieco inaczej zacząłem patrzeć na sto naboi (jak również na walkę zbrojną Podziemia Polskiego). To więcej niż pewne, że Trust próbował zagarnąć coś dla siebie podczas Drugiej Wojny.
    Gładko idzie Ci pisanie i biegle opisujesz metodykę działania zabójców. Styl i język to już Twój znak rozpoznawczy- jak kotwica na okupowanych murach. Opowiadanie podtrzymuje stunabojową nomenklaturę. „Punkt”, „gówno w wentylatorze”. Super widzieć te terminy w działaniu. Super widzieć polskiego zabójcę w działaniu. Od momentu ogłaszania wyroku wespół z każdym czytelnikiem kibicowałem z zapartym tchem przyszłemu akowcowi.

    Śmierć faszystowskiemu najeźdźcy i jego stunabojowym sługusom. W imieniu RP składam Ci podziękowania. A kota możesz nawet przenicować. W Twoich rękach wyjdzie mu to na dobre.

    P.S. gdzie sie podział wspaniały „feldgrau” ?

  2. Zuhar napisał:

    Świetne. Szybko się czyta i pozostawia niesamowite wrażenie. Widać wyrobiony warsztat. Gratulacje.