Tojad

Sławomir Wrzesień ,  22 stycznia 2008

Stan zderzył się w drzwiach z krępym mężczyzną w ciemnym płaszczu. Gość musiał się gdzieś strasznie śpieszyć, bo nawet nie wymamrotał zdawkowego „przepraszam”. Zresztą nikt z klientów „Tojadu” nie grzeszył uprzejmością. Ten nie był widać wyjątkiem. Pewnie też przyszedł tu po chwilę wytchnienia dla skołatanych nerwów i szklaneczkę brendy. Dla Stana był to cotygodniowy rytuał.

Lokal trudno było nazwać przytulnym. Zadymione wnętrze, słabo oświetlone przez wątłe lampy pod niskim sufitem. Wszystko tu było lepkie, ale nie brudne. Steve, barman, dbał o lokal. Nie przejmował się może wyglądem i duperelami, ale nie pozwalał mu też zapleśnieć.

Ulubiony stolik stał jak zwykle wolny. Nikt poza Stanem nie lubił tego miejsca. Niska kanapa pod schodami na górę nie gwarantowała nawet minimum wygody. W zamian stanowiła idealny punkt obserwacyjny. Było stąd widać całą salę, ulicę za oknami, gdzie zaparkował swojego Forda i metalowe drzwi na zewnątrz.

Siadając Stan nieśpiesznie otworzył pożyczoną gazetę i zaczął przeglądać przedostatnią stronę.

– Twój drink – głos Pete, latynoskiego barmana brzmiał sucho. – Kręcił się tu jeden taki i pytał o ciebie.
– Czego chciał? – Stan zadbał, by jego głos brzmiał normalnie, a pytanie sprawiało wrażenie zadanego od niechcenia.
– Nie wiem. Zostawił ci wiadomość. – w wyciągniętej ręce Pete trzymał złożoną na pół kartkę – Sam zobacz.

Stan położył kartkę przed sobą na stoliku. Szybko i dyskretnie zlustrował salę. Trzy osoby. Obmacująca się dwójka przy stoliku w głębi sali i samotny pijaczyna, stały bywalec, przy kontuarze. Wyciągnął papierosy z kieszeni koszuli i spróbował namacać zapalniczkę w prochowcu. Nie było jej tam, choć z całą pewnością włożył ją przed wyjściem. Było za to coś innego.

Z niedowierzaniem wpatrywał się w lepki od jakiegoś smaru nabój 9mm. Sam nie używał tego kalibru. Teraz nawet nie musiał zaglądać do wiadomości nadal czekającej na stoliku. Mimo wszystko rozłożył ją ostrożnie. Ktoś napisał tam odręcznym, równym pismem „To już dziś. G.”.

G jak Graves. Agent Graves. Odwiedził go jakiś czas temu z zapowiedzią rychłej wizyty jednego ze swoich podopiecznych. Słyszał już o nim wcześniej, gdy podobnie odwiedził kilku z jego przyjaciół. To dlatego Stan zawsze jako pierwsze czytał nekrologi.

Ochłonął stosunkowo szybko. Schował nabój do kieszeni, a resztki smaru wytarł w chusteczkę. Rozejrzał się po sali oceniając ryzyko. Napastnik mógł czaić się zarówno w okolicy jego samochodu, jak i przy tylnym wyjściu. Ostatecznie zdecydował się na drugie rozwiązanie.

Wszedł w wąską, ciemną uliczkę. Uderzyła go fala zimnego powietrza. Zdecydowanie zimniejszego niż się spodziewał. Szybkim krokiem ruszył przed siebie, wyciągając swoją Berettę. Zaledwie kilkanaście metrów dalej ta wypadła mu z drętwiejących palców. Dłonie zdawały się palić żywym ogniem.

Krępy człowiek w ciemnym płaszczu zbliżał się powoli i nieubłaganie, podczas gdy Stan spazmatycznie łapał oddech. Nieznajomy w rękawiczkach wyciągnął z jego kieszeni nabój i przyjrzał mu się z satysfakcją.

– Akonityna. – wycedził – Wiesz, że wchłania się przez skórę?
– Kim jesteś? – wyszeptał Stan z trudem łapiąc oddech.
– Pamiętasz Juliette Bloch? – Mężczyzna zawiesił głos – Oczywiście, że nie pamiętasz. Zabiłeś przecież tylu ludzi, a to była tylko przypadkowa ofiara. Jak mógłbyś pamiętać moją żonę?

Bloch włożył zatruty nabój do rewolweru wyciągniętego z kieszeni i odciągnął kurek.
– Sam rozumiesz, taka tradycja. – jego oczy zwęziły się w prawie niewidoczne szparki – Poza tym chcę mieć pewność.

Łódź, 14-15 stycznia 2008 r.

Sławomir ‚Zuhar’ Wrzesień

http://aleja.fantasy.prv.pl/

Odpowiedzi możesz śledzić za pomocą RSS 2.0. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze do “Tojad”

  1. skobel napisał:

    Sławku,
    Przepyszne opowiadanie. Przyznałeś się, ze nie czytałeś wcześniej stu naboi, ale klimatem wkomponowałeś się idealnie.
    Mamy tutaj wszystko co chciałbym znaleźć w stu kulkach: wyrafinowane zabójstwo, intrygę i grę z życiem ludzkim, motyw zbrodni i kary z dramatem w tle.
    Zauroczyłeś mnie tytułowym homonimem, który okazuje się obietnicą nie bez pokrycia. Co więcej akonityna faktycznie wchłania się przez skórę i na domiar- znajduje się właśnie w tojadzie. Świetna robota!
    Zdanie : „sam rozumiesz- tradycja” posyła mnie potężnym kopniakiem w
    kosmos. To dla takich chwil czytam. To dla takich zdań prowadzę. Dla takich zdań piszę system. Winszuję opowiadania i sprawnego- sprinterskiego pióra. (Zuhar oddał swoje opowiadanie jako pierwszy, zaś poprawki zajęły mu jeden dzień.)

  2. Joseppe napisał:

    Ładny szorcik 🙂

    Dobra budowa napięcia i ładny finish.

    Nic tylko pisać dalej 🙂